piątek, 27 marca 2015

Inspiracje - proste i białe flizy [pinterest]

Hej! Dzisiaj chciałam wam pokazać coś, co mnie szalenie fascynuje, mianowicie - kafelki, płytki czy flizy (jak to mnie zawsze poprawia mój krakus). 

Flizy, krótko mówiąc, "robią robotę". Ich wykorzystanie jest tak różnorodne, ich funkcjonalność tak elastyczna, że możemy z ich pomocą zrobić wszystko. Są jak Alfred dla Bruce'a Wayne'a. Generalnie, ratują tyłek. Albo wnętrze.

***
Mogą dyskretnie spełniać funkcję tła, szczególnie w przypadku wieloelementowej kompozycji. Najlepsze są w takim przypadku proste, jednobarwne, stanowiące łagodne podkreślenie bardziej wyrazistych elementów.

Dzisiaj o takich, które ostatnio wpadły mi w oko: takie zwykłe, białe "cegiełki" a także proste, kwadratowe. Dobrze sprawdzą się zarówno w większym i bardziej przetronnym wnętrzu, jak i nie przytłoczą mniejszego pomieszczenia, przy odpowiednim doborze i ilości pozostałych elementów wystroju. Moim zdaniem, najlepiej nadają się do kuchni i łazienek, chociaż świetnie pasowałyby do kuchni łączonej z częścią jadalną, na wybraną część ściany (najczęściej tzw. backsplash, czyli ściankę za zlewozmywakiem) lub na jedną ze ścian salonu.









Takie flizy świetnie współgrają z przeróżnymi materiałami, zarówno drewnem, jak i metalem, miedzią, plastikiem, szkłem; dzięki ich neutralności są tłem idealnym dla najróżniejszych rozwiązań materiałowych.


  
Tutaj wspomniane kwadratowe kafelki, poukładane równomiernie, trochę bardziej "porządkują" widok, narzucają bardziej regularne linie kompozycyjne, ale też pozwalają na bardziej wyraźną ekspozycję detali.


  



Białe płytki można zawsze przełamać innym kolorem fugi, można np. zaszaleć z fugą brokatową, nawet jasnej fudze doda elegancji, pod warunkiem, że nie będzie zbyt szeroka. Wbrew moim obawom efekt nie musi być kiczowaty - sama mam teraz jasną brokatową fugę i wygląda super.

To by było na tyle moich dzisiejszych kafelkowych inspiracji dla Was. 
Dajcie znać, które rozwiązania się Wam spodobały, a może macie jakieś własne inspiracje wyszukane w sieci?


Dziękuję za przeczytanie i zapraszam do obserwowania.

Pozdrawiam ciepło,
 Magda

Wszystkie wnętrza znalazłam na Pintereście, dwa ostatnie zdjęcia są moje.

niedziela, 22 marca 2015

Bania Agafii - Ryżowy Peeling do twarzy i Solny Scrub do ciała - RECENZJA

Cześć! Na studiach wszystko zaliczone, dziś oficjalnie zamykam sesję (tak, dopiero!). więc mogę teraz zająć się życiem dla odmiany.  Przyszła pora na opisanie moich wrażeń z używania dwóch rosyjskich kosmetyków Babuszki Agafii. Obydwu zaczęłam używać miesiąc temu; ku mojemu zaskoczeniu, wystarczą mi jeszcze na kilka użyć :)
 
***


 
Na pierwszy ogień poszedł ryżowy peeling do twarzy - puder ryżowy, mleczko syberyjskiego lnu, organiczny olej syberyjskiego irysa
 
 
Opis dystrybutora:
 
Ryżowy peeling  przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry twarzy. Naturalne składniki delikatnie oczyszczają, sprzyjają głębokiemu odżywieniu i nawilżeniu.
 
Ryżowy puder  - chroni skórę przed utratą wilgoci i wpływu zewnętrznych niekorzystnych czynników, delikatnie oczyszcza
Mleczko syberyjskiego lnu  - zawiera wszystkie niezbędne substancje dla pełnego odżywienia  skóry, sprzyja regeneracji komórek
Organiczne olej irysa  - naturalny przeciwutleniacz, intensywnie nawilża i podtrzymuje elastyczność skóry
 
 
vs. moje wrażenia
 
Produktu używam od miesiąca, jednak nie codziennie, a 3-4 x w tygodniu.
 
- wystarczy niewielka ilość produktu do oczyszczenia całej twarzy, produktu zostało mi jeszcze spokojnie na ponad tydzień użytkowania; opakowanie ma 100 ml
 
- przyjemny ryżowy zapach
 
- konsystencja gęsta, taka solna pasta - ale nie ubita!
 
- oczyszcza ładnie buzię, nie wysusza
 
- skóra jest bardziej sprężysta i miękka, jeśli chodzi o nawilżenie to trudno mi ocenić, bo jednak nie tego oczekuję po peelingu, raczej wymagam tego od kremu
 
- nie jest to mocny peeling, sądzę, że nawet codzienne użytkowanie nie spowodowałoby żadnego podrażnienia, produkt jest przeznaczony do wszystkich typów cery
 
- cena 19 zł, moim zdaniem warto, z początku obawiałam się, że bardzo szybko to zużyję, a jednak produkt okazał się wydajny, no i skład jest bardzo zadowalający:
 
 
Skład INCI  Salt, Glycerin, Butyrospermum Parkii(masło shea), Cocamidopropyl Betain, Oryza Sativa (Rice) Powder (puder ryżowy), Cocamidopropyl Betaine, Hydrolyzed Rice Protein (proteiny ryżowe), Organic Iris Sibirica Root Oil (organiczny olej irysa syberyjskiego), Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil/ Xanthan Gum (mleczko syberyjskiego lnu), Parfum.
 
 
- jak widać jest to peeling solny, raczej więc nie będzie przyjemny dla osób z dużymi problemami skórnymi
 
- o ile zapach jest przyjemny, to smak już niekoniecznie, także nie polecam myć buzi z otwartymi ustami :D

 
***
 
Drugim produktem, którego namiętnie używałam przez ostatni miesiąc był solny scrub do ciała - odchudzający - sól jeziora Ostrownoje, bylica pospolita, gorczyca, jałowiec
 
 
Opis dystrybutora:
 
Scrub solny aktywnie pomaga w kompleksowym programie odchudzania. Głęboko oczyszcza i stymuluje  procesy przemiany materii w komórkach skóry. Wyraźnie napina, wygładza i doskonali kontury ciała.
 
Naturalna sól z jeziora Ostrownoje  - zawiera cenne mikroelementy, wzmacnia mikrocyrkulację krwi, wykazuje działanie  tonizujące i napinające. 
Bylica pospolita -  zawiera flawonoidy,  kwas askorbinowy, olejki eteryczne, wzmacnia i napina skórę.
Olej z białej gorczycy - odżywia, zmiękcza i wygładza skórę.
Organiczny ekstrakt jałowca  - stymuluje procesy regeneracji skóry
 

 
vs. moje wrażenia
 
- wydajność: tak jak w poprzednim przypadku, stosuję od miesiąca, 2-3 razy w tygodniu, opakowanie ma 300 ml, myślę, że użyję go jeszcze ze 3 razy; sądzę, że jak na peeling do ciała, którego używa się sporo, to wydajność jest zadowalająca
 
- zapach: CUDOWNY! pachnie jak las, jak ściółka z borówkami.
 
- konsystencja gęsta, mięsista - w kontakcie z nawilżoną skórą ładnie "topnieje", widoczne większe kawałki soli i ciemne drobiny, może to ta bylica ;)
 
- peeling mocniejszy, mocno wyczuwalne ścieranie, ale nie bolesne
 
- ładnie wygładza i zmiękcza skórę, odżywienia nie zauważyłam
 
- nie wierzę w samodzielne działanie odchudzające jakichkolwiek produktów kosmetycznych, więc na ten aspekt użytkowania nie zwracam nawet uwagi ;)
 
- jeśli ktoś szuka peelingu odżywiającego, to raczej się zawiedzie, ja tego nie wymagam, skupiam się na ścieraniu i oczyszczeniu
 
- cena: 17,50 zł - dałabym tyle nawet i za sam zapach, a robi więcej
 
- skład:
 
Skład INCI  Rapa (sól z jeziora Ostrownoje), Butyrospermum Parkii, Glycerin, Cetearyl Аlcohol, Cocamidopropyl Betaine, Hydrolyzed Artemisia Vulgaris Leaf Powder (bylica pospolita), Brassica Alba Seed Oil (olej białej gorczycy), Organic Juniperus Oxycedrus Extract (organiczny ekstrakt jałowca), Parfum, Tocopherol, Iron Oxydes.
 
 
***
 
Ale się rozpisałam. Dzięki, jeśli dotrwałaś do końca!
Zapraszam do obserwacji :) 
 
 
Pozdrawiam z wykładu o historii wnętrz i mebla,
Magda
 

środa, 18 marca 2015

początki i pierwsze nowości!

Cześć! Za namową przyjaciółki (Paula z land-of-bliss) i po długich rozmyślaniach założyłam ten blog. Bardzo dawno nie pisałam czegoś takiego, ale liczę, że szybko się w tym odnajdę. Tematyka będzie zdecydowanie ogólna, lifestylowa - pojawią się inspiracje wnętrzarskie, kosmetyki i moje opinie o nich, sprawdzone przepisy, na pewno też będą ulubieńcy - niekoniecznie kosmetyczni.
 
Dzisiaj chciałabym przedstawić moich nowych towarzyszy pielęgnacyjnych, których zakupiłam w Bioarp - to moje drugie zamówienie z tego sklepu, o wcześniejszym na pewno jeszcze wspomnę! Jak widać, blog dopiero startuje, więc chyba nie muszę dodawać, że wpis nie jest wynikiem żadnej współpracy i zapłaciłam za wszystkie produkty :)
 
Opowiem o moich pierwszych wrażeniach, szczegółowe informacje o każdym produkcie znajdą się w recenzjach, jak już sobie trochę tych cudeniek poużywam :)
 
 
Od lewej:
 
- Planeta Organica - HM - oczyszczający fito żel do mycia tłustej i mieszanej skóry - japońska biała herbata, organiczny zmydlony olej z ryżowych otrąb
 
Pierwsze wrażenia: zapach bardzo delikatny, ledwie wyczuwalny. Buzię myje się miło, żel pieni się wystarczająco dobrze. Zmyłam bez problemu tusz do rzęs, chociaż nie tarłam zbyt długo, więc jeszcze nie umiem jednoznacznie stwierdzić, czy nie piecze przy kontakcie z oczami.
 
- Organic Therapy - żel pod prysznic - poranna energia - organiczny olej z brazylijskiej kawy
 
Pierwsze wrażenia: zapach dość intensywny, pachnie taką świeżą, jakby niepaloną kawą, całkiem przyjemnie. Wygląda na to, że będzie wydajny, pompka dozuje niewielkie ilości, więc nie przesadzimy, a wystarcza na wypucowanie całego ciałka :) Po umyciu się skóra jest miękka i wyczuwalnie oczyszczona.
 
- Planeta Organica - szampon fiński - do włosów osłabionych i wrażliwej skóry głowy - malina moroszka, bylica pospolita
 
Pierwsze wrażenia: muszę przyznać, że tego szamponu byłam bardzo ciekawa, szczególnie tego, jak moje włosy będą wyglądały przed nałożeniem odżywki. Do tej pory po większości szamponów były po prostu suche, bardzo nieprzyjemne w dotyku. Po użyciu tego szamponu zdecydowanie takie nie są, myślę, że z powodzeniem dałoby się je rozczesać nawet bez użycia odżywki. Zapach wyczuwalny, ale delikatny.
 
- Natura Siberica - naturalny balsam do włosów mocno zniszczonych I farbowanych – głęboka odbudowa i odżywienie – malina moroszka, dzika leśna mięta, dzika róża
 
Pierwsze wrażenia: zdecydowanie najwięcej oczekuję od tego produktu i chyba się nie zawiodę! Zapach boski, trochę jak herbata truskawkowa lub guma malinowa. Konsystencja gęsta, nie trzeba dużo, nawet na moje długie włosy. Nie zawiera silikonów, więc uczucie po spłukaniu nie jest "lustrzane", ale włosy pozostają miękkie i delikatny zapach odżywki czuć nawet gdy już schną. Jeśli komuś silikony nie przeszkadzają, to na pewno z powodzeniem może używać drogeryjnych odżywek, u mnie jednak skóra głowy stała się dosyć wrażliwa i wydaje mi się, że eliminując maksimum sztucznych składników trochę jej pomogę.
 
Wielkie dzięki za poczytanie i zapraszam na stałe!
 
Magda